Mięsożerca w górach – czyli suszymy mięso!

Mięsożerca w górach – czyli suszymy mięso!

Jestem typowym mięsożercą i szczerze, to nie wyobrażam sobie Naszej wędrówki na samych bezmięsnych papkach, posiłkach lio, makaronach z sosami itp. Wędrówki po górach to duży wydatek energetyczny. Nie można jednak tej energii dostarczać na samej czekoladzie 😉 O mojej diecie w górach będzie oddzielny wpis. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić nowość, jaką zdecydowałam się wypróbować. Mianowicie suszone mięsko domowej roboty.

Postanowiłam trochę poeksperymentować i wypróbować jeden z przepisów znalezionych w odmętach internetu. Ponieważ robiłam to po raz pierwszy, a mój piekarnik, ma najniższą temperaturę 100 stopni, postanowiłam, nie szaleć z ilością mięsa, żeby się nie zmarnowało.

Jakie mięso wybrać?

Tu bardzo polecam ligawę. Mięso bez przerostów, dzięki czemu przez nitki tłuszczu nie zjełczeje i się nie popsuje.  Dobrą opcją jest też polędwica wołowa (tą mam zamiar wypróbować przy następnym suszeniu). Ogólnie chodzi o to, aby mięso było jak najchudsze.

Jak już wybierzemy mięso, które chcemy ususzyć czas na wybór przypraw. Ja użyłam soli czoskowo- ziołowej i przypraw ziół toskańskich. Nie używam zwykłej soli, ale jak ktoś czosnkowej nie lubi, to można zamienić np. zwykłą solą, czy samą solą ziołową. Ogólnie sól jest potrzebna jako dobry i od wieków sprawdzony środek konserwujący. Co do innych przypraw- pieprz, kolendra, rozmaryn… co, kto lubi.

Mięso kroimy na jak najcieńsze paski. Ważne, aby kroić mięso w poprzek włókien. Wtedy mięso będzie kruche i łatwiej Wam będzie się je jadło.

Tak przygotowane najlepiej osuszyć papierowym ręczniczkiem, dzięki czemu pozbędziemy się nadmiaru wody. Nacieramy przyprawami, w miskę, przykrywamy talerzykiem i wkładamy do lodówki. Warto, aby mięso trochę postało, aby mogło się „przegryźć” z przyprawami. Ja zostawiłam na 24h.

Suszenie

W warunkach domowych suszenie odbywa się w piekarniku. Ja z racji nie posiadania mniejszej temperatury musiałam trochę poeksperymentować. Najlepiej jednak suszyć mięso w temp. około 50-60 °C. 2-3 h przy otwartych drzwiczkach. Ja suszyłam 1 h przy 100 °C, 2h przerwy i tak 3 razy. Warto na dno piekarnika wyłożyć papier, bo ścieka trochę tłuszczu. Nie przesadzajcie jednak z czasem suszenia, bo mięso będzie twarde.

Dobrze, aby mięso jeszcze się podsuszyło samodzielnie. Najlepiej umieścić je w jakimś worku i zostawić w ciepłym miejscu. Ja powiesiłam w worku na słońcu. Światło się nie dostaje, ale temperatura dosusza mięso. Przechowywać można np. w puszcze, czy pojemniku próżniowym.

!!!ATTENTION- WYSOKO I Z DALA OD PSÓW!!!

Tak przygotowane mięso spokojnie można przechowywać przez parę miesięcy. Mam tylko nadzieję, że dotrwa ta partia do wyprawy, bo tak pachnie i jest tak smakowite, że nie wiem, czy wcześniej tego po prostu nie zjem XD.

Mięsko idealnie sprawdza się na wędrówkach, ma dużo białka i jest pożywne. Nie przesadzajcie tylko z jego ilością, bo mięso w żołądku puchnie i moglibyście się pochorować z przejedzenia.

SMACZNEGO!!! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.