Wyspy Kanaryjskie- Fuerteventura – Costa Calma i Ajuy

Wyspy Kanaryjskie- Fuerteventura – Costa Calma i Ajuy

Fuerteventura to w szczególności przepiękne plaże i suche górzyste tereny. Znowu mamy mało czasu na zwiedzanie, bo tylko dwa dni, które jakoś trzeba zagospodarować. Jednak stawiamy na trochę zwiedzania, a więcej plażowania 🙂

Swoją przygodę zaczynamy z Las Salinas, bo tam też mamy hotel. Decydujemy się zwiedzić najpierw południowo-wschodnią część wyspy. Pierwszym naszym przystankiem jest mała miejscowość Gran Tarajal i tamtejsza plaża. Mała, acz urokliwa piaszczysta plaża. Jednak nas nie zachwyciła i stwierdziliśmy, że jedziemy dalej.

Następny nasz przystanek to Costa Calma, a raczej plaża położona w tej miejscowości. Samochód zaparkowaliśmy niedaleko supermarketu w którym zrobiliśmy zakupy. Ponieważ tym razem Ja sprawowałam władzę nad czterema kółkami, jedynym trunkiem, który mogłam wypić, to mój ulubiony Lipton.

Plaża, a raczej plaże oddzielone od siebie skałami mają piękny żółty piasek. Pierwsza na którą trafiamy jest bardzo zatłoczona, więc skałami przechodzimy do kolejnej wnęki. Niestety ta ma również mały mankament, który nie koniecznie przypada nam do gustu. No dobra, trafiliśmy na odcinek dla nudystów 😛 Do trzech razy sztuka i wreszcie się udaje znaleźć miejsce, gdzie możemy się w spokoju położyć i po odpoczywać.

Z pozdrowieniami dla wszystkich siedzących w biurach 😛

Słonko mocno dawało się we znaki. Przyjemny wietrzyk jednak łagodził temperaturę, ale żeby schłodzić się konkretnie trzeba było wejść do oceanu. Tak zamoczyłam tym razem nie tylko stópki, ale cały tyłek. Nawet parę razy fala przykryła mnie całą. Woda słona i zimna, ale bardzo przyjemna przy takim upale.

Jednak lenistwo nie jest naszą mocną stroną, a ja opalać się mogę przez chwilę, bo później mi się zaczyna już nudzić, a i tak opalam się na raczka. No cóż, taka moja uroda, że ze słońcem za bardzo się nie lubimy. No i też ile można w jednym miejscu siedzieć?! Poza tym też miejscowi zaczynali się domagać atencji… A to wiewiórka, a to jakiś ptaszek przyleciał…

Wiewiórka to stały widok na tej i wielu innych plażach Fuerty.
Kto znajdzie wiewiórkę?

Parę lat temu miałam okazję zwiedzić Fuertę i chciałam znowu odwiedzić Półwysep Jandia. Tam są wspaniałe dzikie plaże, jednak żeby się tam dostać trzeba mieć samochód terenowy, bo drogi są z tych szutrowych. Niestety samochód jaki mieliśmy nie nadawał się do tego typu wycieczki, ale nic straconego, trzeba będzie tam jeszcze wrócić 😉

Z Costa Calma ruszamy w górę wyspy i przenosimy się na jej lewą stronę. Do popularnej dla Polaków miejscowości Ajuy. Jak wiecie „j” w hiszpańskim czyta się jako „h”. Dużo ludzi przyjeżdża tam, właśnie z tego powodu. My się tam wybraliśmy dla widoków. Ajuy to mała rybacka wioska z pięknymi, małymi i kolorowymi domkami, małą plażą z czarnym piaskiem, klifami i potężnymi falami. Huk jaki towarzyszy rozbijającym się o skały falom jest przerażający, ale największy hałas robi woda, która spływa po wielkiej fali z kamieni na plaży.

Największą atrakcją turystyczną tej małej miejscowości są jaskinie w Caleta Negra – czyli Czarnej Zatoce. Według legend jaskinie te były wykorzystywane przez piratów do ukrywania swoich skarbów. W samej wiosce był port, który kiedyś często właśnie przez piratów był napadany, dzięki temu, a może raczej przez to plaża nosi miano Playa de los Muertos, czyli Plażą Martwych.

Pierwsze kroki kierujemy na lewo od plaży. Tam znajduje się mała jaskinia, która nie zawsze jest dostępna. Jak byłam te parę lat temu, to była zalana wodą i nie dało się tam podejść. Tym razem się udało, chociaż czasami fale przykrywały nam stopy. Jaskinia jest mała, a raczej jest to wgłębienie, prawdopodobnie powstałe w skutek uderzających fal. Co mnie jednak najbardziej zaciekawiło, to wydrążony tam tunel. Niestety nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji dokąd on prowadzi.

Na prawo od plaży, do góry na klify prowadzi ścieżka prosto do Monumento Natural de las Cuevas de Ajuy. To właśnie na nią się kierujemy, żeby dotrzeć do tych sławnych jaskiń. Kiedy brukowaną ścieżką docieramy na górę, widzimy jasne skały osadowe. Jako ciekawostkę dodam, że w XIX w to miejsce słynęło z wydobywania kamienia wapiennego, który później był wypalany w tzw. wapiennikach, piecach wapiennych, dzięki czemu uzyskiwano wapno.

Po kilku minutach wędrówki wreszcie docieramy do Czarnej Zatoki, skąd rozpościera się niesamowity widok na klify .

Nie chciałabym znaleźć się w takiej kipieli.

Tu również widzimy pozostałości dawnego portu skąd transportowano wapno.

Wreszcie schodzimy do upragnionych jaskiń. Robią na mnie niesamowite wrażenie. Jaskinie te, to dawne komory magmowe, przez które lawa wydobywała się na zewnątrz. Są niesamowicie wysokie i odchodzą od nich korytarze w głąb lądu. Tutaj znowu plułam na brak czołówki, bo chętnie bym je zwiedziła głębiej, a tak mogliśmy obejrzeć je tylko pobieżnie.

Jeżeli planujecie odwiedzić jaskinie proponuje ubrać dobre buty. Ja niestety wskoczyłam tam w sandałach. Nie był to mój najlepszy wybór, ponieważ śliskie od wody i soli skały, przeszkadzały w bezpiecznym poruszaniu się po nich. Aczkolwiek przynajmniej jak wpadłam nogą do wody, to zaraz wyschły. W adidaskach już bym miała problem. A na wodę wśród skał trzeba uważać.

Jaskinie były ogromne i bardzo mi się podobały. Co ciekawe swoje gniazda miały tam gołębie, przynajmniej tak mi się wydawało, że to były gołębie.

Dzień powoli się kończył, a my trafiliśmy na jeden z najpiękniejszych zachodów słońca jakie dane było mi ostatnio zobaczyć. Najlepszą jednak jego częścią był moment kiedy słońce chowało się za sąsiadującą wyspą.

One response to “Wyspy Kanaryjskie- Fuerteventura – Costa Calma i Ajuy”

  1. Anonim pisze:

    Widoki przepiękne, gratuluję ciekawego opisu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.