Z psem w Bieszczady? Jeziorka Duszatyńskie i Chryszczata, oraz okolice Jaśliskiego Parku Krajobrazowego.

Z psem w Bieszczady? Jeziorka Duszatyńskie i Chryszczata, oraz okolice Jaśliskiego Parku Krajobrazowego.

Ostatni raz po Bieszczadzkich połoninach chodziłam kilkanaście lat temu. Pamiętam jak na wycieczce szkolnej chodziłam ścieżkami przez połoninę Wetlińską. Niestety kiedy dorosłam i zaczęła się moja przygoda z psami i górskimi wycieczkami pojawił się zakaz wprowadzania czworonogów do BPN i minęła mi ochota na odwiedzenie tej krainy. Nasz trochę spontaniczny wyjazd pokazał mi, że może jednak warto tam wrócić, bo Bieszczady, to nie tylko Park Narodowy, ale również okolice, może nie tak znane i efektowne, ale również bajeczne.

Tym razem zapraszam Was w jego otuliny, Ciśniańsko-Wetliński i Jaśliski Park Krajobrazowy.

Naszą bazą wypadową było urokliwe schronisko nad Smolnikiem, stojące na zachodnim zboczu Magurycznego z cudownym widokiem na bieszczadzkie wzgórza. Musicie wiedzieć, że to schronisko jest dość ciekawym miejscem, ponieważ znajduje się tu małe lądowisko dla samolotów i szybowców. Niestety w okresie kiedy byliśmy nikogo nie było i nie dane nam było zobaczyć jak lądują na tym maleńkim wzgórzu.

Pora roku nie sprzyja za bardzo do wędrówek. Jest pochmurno i mgliście, dzień jest bardzo krótki i szybko robi się ciemno. Nas jednak to nie powstrzymało i w dwu osobowym składzie w asyście trzech owczarków australijskich ruszyliśmy na podbój Jeziorek Duszatyńskich i Chryszczatej.

Trasa, którą szliśmy należy do części Głównego Szlaku Beskidzkiego. Nasza wędrówka zaczęła się od parkingu w miejscowości Duszatyn. Szeroka i błotnista droga prowadzi nas w głąb lasu. Na początku mijamy małe kilkuosobowe grupki turystów, którzy wracają do pozostawionych na parkingu samochodów. Później na szlaku jesteśmy zupełnie sami. Psy są zachwycone, że wreszcie mogą bez oporów popluskać się w kałużach pełnych błota. Szlak jest prosty, bez żadnych terenowych trudności. Jest jedno miejsce, gdzie turysta musi chwilę się zastanowić, którędy ma iść. My akurat nie mieliśmy problemu ze znalezieniem szlaku, ale grupka przed nami miała z tym lekki problem. Ponieważ przy rozwidleniu dróg trzeba się kierować w stronę dość niepozornej ścieżki, która wiedzie na wprost, a nie w prawo drogą, czy w lewo pod górę. Oczywiście gdybyście poszli drogą, to i tak byście doszli, bo my właśnie tak wracaliśmy 🙂

Atrey jak zwykle bawi się w przewodnika i jest kilka metrów przed nami.

Idąc tam, radzę zaopatrzyć się w porządne buty, ponieważ dość często trzeba przekraczać strumienie. Nogi mogą się zamoczyć ;P

Do jeziorek idzie się fajną ścieżką przez las, która nie wymaga wielkiej kondycji fizycznej. Czasami trzeba uważać na śliskie kamienie, które kryją się pod opadłymi liśćmi. Zdarzają się też lekkie podejścia, ale weźmy pod uwagę, że jednak to są góry i nogi muszą trochę popracować. Dzięki takim wzniesieniom, miałam możliwość w tych niekorzystnych dla mojego aparatu warunkach zrobić w miarę stabilne zdjęcia ruszających się psów, bo zazwyczaj na pagórkach przystawały 🙂

Benio doczekał się pięknego pozowanego zdjęcionka 🙂

 

Po jakiś 2,5 h docieramy do naszego pierwszego celu podróży. O tej porze roku Jeziora Duszatyńskie wyglądają jak z horroru. Idąc brakuje tylko przerażającej muzyki i krakania kruków. Wierzcie mi gdybym miała iść tamtędy sama, nie wiem, czy nie dałabym nogi.

Trochę historii powstania jeziorek Duszatyńskich. Powstały one na skutek osunięcia się zbocza Chryszczatej w 1907 roku.  Podczas kataklizmu przerażeni mieszkańcy Duszatyna, podejrzewając koniec świata, spakowali pośpiesznie dobytek i uciekli do pobliskiej wsi Smolnik. Pierwotnie powstały 3 jeziorka. Dzisiaj są tylko dwa, trzecie jest uznane za wyschnięte.

Gazy powstające w wyniku butwienia drewna i resztek roślinności w głębi jeziorek powodują w zimie wybuchy obserwowane jako fontanny wody w miejscach rozerwania pokrywy lodowej. Mała rada, nigdy nie pozwalajcie psom wchodzić do tej wody. Niemiłosiernie potem będą śmierdzieć. Już samo naruszenie jej wywołuje odruch wymiotny. Więc pamiętajcie, podziwiać ją z daleka. Za blisko nie podchodzić, bo grozi to wybuchem okropnego smrodu. Oczywiście wszystkie trzy psy nie mogły się powstrzymać, przed uruchomieniem tej śmierdzącej bomby.

Co ciekawe w 1957 roku powstał tu rezerwat przyrody „Zwiezło”. Nazwa ta powstała, ponieważ pewnego dnia wzięło i zwiezło ziemię.  Jak o tym czytałam bardzo mnie ten tekst rozbawił, dlatego postanowiłam się nim z wami podzielić.

Ponieważ dzień jeszcze nie zbliżał się ku końcowi, a nas ciągnęło do dalszej wędrówki, postanowiliśmy ruszyć w stronę Chryszczatej. Okrążając jeziorka i uważając, żeby nie wpaść w jakiś bagno ruszyliśmy dalej. Naszym oczom ukazał się w głębi wielki śniegowy placek. Ciekawi co to zboczyliśmy trochę ze ścieżki i ruszyliśmy na małe przeszpiegi. Nasz „placek” okazał się podmarzniętym jeziorkiem, a raczej dopływem do jednego z mijanych.

Benio jako, że pierwszy raz spotkał się z lodem, miał małą niespodziankę, kiedy rozjechały mu się łapki i grunt pod nogami mu się zapadł.

Dalsza droga była dużo bardziej męcząca, bo trzeba było jednak trochę pod górę wejść. W pewnym momencie zrobiło się jeszcze bardziej strasznie, niż było wcześniej. Wyobraźcie sobie, że idziecie i w pewnym momencie robi się przeraźliwie zimno, ciemno, a do tego chmura postanawia wejść w las, co powoduje potężne zamglenie, a widoczność spada do kilku metrów. Na plecach czujecie ciarki, a w oddali majaczą jakieś krzyże, które potem okazują się Cmentarzem Wojennym.  

Na dodatek na drzewach zaczynacie dostrzegać dziwne twory natury. Miejsce idealne dla ludzi o mocnych nerwach, lubujących się w dobrych horrorach 😛

Psom absolutnie taki stan rzeczy w niczym nie przeszkadzał i bardzo dobrze się bawiły. Na szczyt dotarliśmy, jak dobrze pamiętam po 1,5h. Zimno jednak szybko nas stamtąd wygoniło. Psom zrobiło się sztywne futerko, a między łapkami zaczęły tworzyć się śniegowe kulki.

Droga powrotna była dużo szybsza, czas nas gonił, pomimo dość wczesnej pory, ponieważ na szczyt dotarliśmy po 14, powoli zaczynało się już ściemniać. Warto przejść się tą trasą, odwiedzić jeziorka Duszatyńskie i wspiąć się na Chryszczatą. Może ze szczytu nie zobaczymy panoramy Bieszczad, ale za to będziecie mogli zanurzyć się w dość dziki las, zobaczyć po przewalane i zbutwiałe drzewa. Bieszczady mają w sobie pewną magię i na tym szlaku będziecie mogli choć trochę ją poczuć.

Drugiego dnia postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę krajoznawczą. Bardzo nam w tym pomógł samochód terenowy, bo moją alfką byśmy tam nie wjechali 😛 Trochę leniwie i z powodu niemiłosiernego wiatru woleliśmy podziwiać widoki z wnętrza ciepłego samochodu. Na wycieczkę wybraliśmy okolice Łupkowa i Jaśliskiego Parku Krajobrazowego.

Psy były tą wycieczką zachwycone. Szczególnie kiedy mogły biegać po rozległym terenie. Musicie wiedzieć, że uwielbiam, jak w takich miejscach psy dostają głupawki i biegają bez opamiętania. Nawet Atrey nie powstydził się małą pogonią i  dołączył do młodszego towarzystwa.

 

Benio, który próbuje nadążyć za Shadi to przekomiczny widok. Łapki, nie zawsze nadążają za rozumkiem.

Atrey też jak widać zadowolony. Chociaż jemu to zawsze pyszczek się śmieje. Niestety nie zawsze nadąża za młodszymi od siebie.

Shadow też bardzo się gonitwa w trawie spodobała.

 

W pewnym momencie zaczęło już za bardzo wiać i uciekliśmy do samochodu. Duży plus nie bycia kierowcą – można robić zdjęcia, bez ciągłego zatrzymywania się.

Schronisko gdzieś pośrodku niczego. Wybaczcie, ale nazwy nie pamiętam.

Nawet na chwilę udało nam się zajrzeć na Słowację 🙂

 

Ostatnim punktem programu był obiadek w Cisnej. Jak będziecie, koniecznie musicie zajrzeć do tej knajpki. Jedzenie jest boskie, a dodatkowo sprzedają regionalne czekolady. Szczególnie polecam ciśnińskie pierożki, są po prostu pyszne. No i do środka można spokojnie wejść z psami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak już wspominałam Bieszczady to nie tylko BPN. Dookoła znajdziecie również bardzo fajne szlaki, czasami mniej uczęszczane przez turystów, bo są dużo mniej znane. Możecie znaleźć tu wiele magicznych miejsc i ciekawych atrakcji. My niestety mieliśmy na to za mało czasu, ale na pewno jeszcze w te strony wrócimy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.