Cabo Verde – Wyspa Sal

Cabo Verde – Wyspa Sal

Trochę wakacyjnych wspominek. Wreszcie udało się aktywować na nowo stronę i mogę podzielić się z Wami relacją z mojego wyjazdu na Wyspy Zielonego Przylądka.

Sal na pierwszy rzut oka nie zachęca do odwiedzin. Mała wyspa na Oceanie Atlantyckim. Żeby się do niej dostać z Polski trzeba spędzić w samolocie ponad 7 godzin. Wyspa kamienista, drzew malutko, trawy prawie w ogóle, w zasadzie tylko w hotelach, gdzie jest regularnie podlewana można spotkać skrawki zieleni. Pomimo tego, ma do zaoferowania całkiem sporo ciekawych rzeczy. Piękne, długie piaszczyste plaże, całkiem zacne tereny do offroadu. Kilka atrakcji, które fajnie jest odwiedzić, a wręcz jest to obowiązkowe, żeby poznać uroki tej wyspy.

Sal słynie z żółwi. Jeżeli tylko ruszy się tyłek z leżaka przy hotelu, to faktycznie można spotkać na plaży zarówno w ciągu dnia, jak i w nocy wychodzące na brzeg żółwie, które będą składały jaja.

Niestety mentalność niektórych turystów jest okropna. Chcą jak najbliżej takiego żółwia podejść i nie dadzą jej w spokoju złożyć jaj. Przykład- siedzimy już po zmierzchu na leżakach na plaży. W pewnym momencie wyszła sobie z wody żółwica, w celu wiadomym- złożyć jaja. Akurat wybrała sobie miejsce jakieś dwa metry od nas. No to my sobie spokojnie dalej siedzimy i jej nie przeszkadzamy, niestety znalazła się też rodzinka, która podeszła i czekała, aż samica zacznie składać jaja (jak już zacznie, to nie ucieknie), no i jak zaczęła, to niestety podeszli pod sam tyłek żółwicy i świecili jej tym czerwonym światłem i stresowali. Przykry to widok, że ludzie nie potrafią się zachować. 🙁 Ale z takich pozytywnych rzeczy, to widać, że miejscowi bardzo dbają, a raczej starają się dbać o żółwie i ich potomków, bo można znaleźć na plażach takie, tak jakby przedszkola dla żółwików, ogrodzone, oznaczone i osiatkowane. Super sprawa.

Drugą z bardzo niedocenianych rzeczy jest snorkeling (nurkowanie z maską i rurką). My wzięliśmy swoje z domu i każdemu to bardzo polecam. Polecam też nie płacić za wycieczkę dużych pieniędzy, bo zazwyczaj kończy się to wypłynięciem 30-40 metrów pontonem od brzegu. Dużo lepiej jest wypożyczyć sobie samochód i samemu poszukać miejsc do nurkowania z brzegu. Genialnym miejscem jest miejsce zwane Beirona, zaraz za miejscowością Murdeira. Co śmieszne, turyści są tu przywożeni, żeby oglądać skały, a prawdziwa perełka tego miejsca kryje się pod wodą. Piękne rafy koralowe tuż przy brzegu, spokojna woda i duża ilość kolorowych rybek. Bardzo polecam.

Jeszcze raz podkreślę, że warto wypożyczyć sobie samochód. Najlepiej terenowy. My postawiliśmy na małego, ale jak zacnego Jimmiego. Koszt wypożyczenia to 55 euro za dobę. Dzięki temu wjedziecie praktycznie wszędzie. Szutrowe drogi będą wam nie straszne, a będziecie mieli z tego niezły fun.

Miejsce, które fajnie odwiedzić, to Monte Leão, jest to góra przypominająca kształtem lwa. Można na nią się wspiąć, my tym razem wspinaczkę sobie odpuściliśmy, ale podobno z góry rozpościera się super widok na całą wyspę. Gdzie możecie jeszcze dojechać? Zdecydowanie polecam pod drodze do Blue Eye, zajechać do miejsca zwanego Regona ( niestety na mapie google, jest to miejsce błędnie zaznaczone jako Blue Eye – to jest parę km dalej w Buracona). Dlaczego wspominam o tym miejscu? Ponieważ, jak ktoś lubi trochę adrenalinki to może sobie poskakać ze skał do wody. Tak, zdecydowanie mi się tam spodobało. Chociaż muszę przyznać, że przy skoku z najwyższego miejsca serducho mocno już waliło. 🙂

Sławne Blue Eye, to nic innego jak dziura w ziemi, gdzie odbija się błękitna woda. Faktycznie, jak się pojedzie w odpowiedniej godzinie, przy słonecznej pogodzie robi to spore wrażenie. Co fajne jest to tak naprawdę jaskinia, do której można wpłynąć od strony oceanu tunelem. No ale, to już dla tych co nurkują z butlą. Drugą fajną rzeczą tam, jest jaskinia do której można zejść z jeziorkiem do którego można wejść. Też fajne miejsce. Oprócz tego, jest też małe muzeum kamieni z całej wyspy.

Kolejną atrakcją turystyczną jest Terra Boa. Słynna fatamorgana. I choć sceptycznie byłam do tego nastawiona, to faktycznie, można zauważyć tworzącą się oazę. My byliśmy tam dwa razy i zdecydowanie polecam wjazd tam od strony Espargos. Dużo lepiej wszystko widać.

Niedoceniana przez turystów północna strona wyspy nie ma zbyt wielu atrakcji turystycznych. Poza jednymi ruinami na samym krańcu. Jednak największą zaletą są widoki. Iście księżycowy krajobraz. Same kamienie, to fakt, i nie przyjemnie się po tym jeździ, to drugi fakt, ale warto. Naprawdę Jimmiak daję radę, a jeszcze przy tak zwariowanym kierowcy jak mój partner, który wjeżdża w najciaśniejsze miejsca… Ogólnie – przejedzie przez koryta wyschniętych rzek, wjedzie też na całkiem wysokie pagórki. Taki mały super samochodzik. Ale wracając do samej trasy po północy. My podjechaliśmy pod samo Monte Grande i wierzcie mi gdyby była droga na szczyt, to mój chłop by tam wjechał 😛 A tak, udało nam się znaleźć drogę na jedno ze wzgórz, gdzie widok na północną stronę jest przecudowny.

Drugą z najbardziej popularnych atrakcji jest Salinas de Pedra de Lume – kopalnia soli, gdzie ludzie jeżdżą zażywać kąpieli. My sobie tego oszczędziliśmy i wjechaliśmy tylko na krater wulkanu, żeby z góry zobaczyć jak to wygląda. Wejście kosztuje 5 euro.

Jeżeli ktoś lubi rekiny to można takowe zobaczyć na Shark Bay, nam udało się spotkać małą gromadkę. Na miejscu można wypożyczyć buty, ala crocsy (my mieliśmy swoje do wody), żeby nie poranić stóp o ostre kamienie. Idzie się z miejscowym na płytką wodę i wabi rekinki flakami z butelki. No i takie małe przypływają 🙂 Oczywiście Ja musiałam złapać jednego za ogon 😛 No dobra, dotknąć.

Można też się przejechać zachodnim brzegiem, ale nie jest to zbyt przyjemna jazda, bo droga jest pełna dziur. Za to rekompensują widoki, brak ludzi i piękne plaże. Niestety ocean wyrzuca kupę śmieci na brzeg i nie wygląda to zachęcająco, ale widać po ilości worków ze śmieciami, że muszą tam regularnie sprzątać. Jak już lecimy zachodnim wybrzeżem to jak ktoś lubi, to może zaliczyć Zipline Cabo Verde – jest to tyrolka. Koszt zjazdu 45 euro. My weszliśmy na górę, żeby sobie zjechać. Niestety na miejscu się okazało, że wszystkie formalności trzeba załatwić na dole. Nie chcieli też moich 20 euro za sam zjazd z góry. Ogólnie Pan właściciel mega niemiły ( najbardziej rozbawiło mnie, że jak rozmawiał z obsługą przez radio, to przeszedł z angielskiego na portugalski, żebyśmy nie zrozumieli, jak na nas wrzuca). Mnie tym do siebie bardzo zrazili i nie zapłaciłabym takich pieniędzy za paro sekundowy zjazd.

Dalej jest plaża dla kitowców. Dla nich istny raj, fale i wiatr. Co jeszcze mogę powiedzieć o Sal. Santa Maria, gdzie się zatrzymaliśmy urokliwa, fajny pomost z rybakami, którzy obrabiają wielkie ryby. Miejscowi trochę natarczywi, ale nie jakoś bardzo. Jedzenie – zróżnicowane. Czasami takie sobie, zależy od knajpki. My trafiliśmy na jedną, którą mogę polecić z całego serca- George’s. Jedliśmy tam genialnego steka z tuńczyka, grillowaną ośmiornicę i langustę. Ogólnie, jak ja nie lubię nic z wody, to tam się przekonałam do owoców morza.

Jedną z atrakcji, na którą się skusiłam była jazda konna – 25 euro za godzinę. Fajne doświadczenie, pojeździć po plaży. Niestety nie do końca tak sobie to wyobrażałam. Pan przewodnik, nie pozwalał mi za bardzo pojeździć, dla niego to najchętniej byłoby gdybym szła stępem. W pewnym momencie nawet złapał za ogłowie i prowadził mi konia, nic nie pozwalając. Ehh, ale galopik zaliczyłam 🙂

Jeszcze słowo odnośnie samych restrykcji. W hotelu i na lotnisku bardzo mocno pilnują, żeby chodzić w maseczkach na nos i dezynfekować ręce – poza, mają to głęboko w….

Podsumowując miejsce bardzo fajne na wakacyjny wyjazd. Jeżeli ktoś chce sobie odpocząć na piaszczystej plaży i trochę pozwiedzać, to jest idealne miejsce. Jak dla mnie, jak jest ciepełko i mogę trochę pozwiedzać to są super wakacje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.