Rzeka Bug i okolice Brańszczyka

Rzeka Bug i okolice Brańszczyka

Pierwszy raz w to miejsce pojechałam rok temu. Nie do końca byłam przekonana co do Bugu, ponieważ pamiętam tą rzekę jako strasznie mulistą i ogólnie jakoś nigdy mnie tam nie ciągnęło. Pojechałam, zobaczyłam i znowu się zakochałam. Nie. Nie w samej rzece, bo jak pamiętałam okazała się mulista i moja stopa tam nie zawitała, ale w całym otoczeniu. W okolicznych łąkach i tej cudownej roślinności. Musicie wiedzieć, że tamte tereny należą to obszaru Natury 2000, a dodatkowo są zachowane jako łąki kwietne i części z nich po prostu nie wolno kosić. Dzięki temu, jest tam kolorowo i pięknie pachnie. Oczywiście są też łąki, które są dedykowane pod sianko i są koszone. Wtedy pięknie pachnie skoszoną trawą.

Spakowani ruszamy na wycieczkę. Tym razem teren taki, że koniecznie trzeba jechać Jeepkiem. Dzięki temu po zapakowaniu wszystkich rzeczy psy mają mnóstwo miejsca dla siebie.

Miejsce jest tuż nad rzeką. Przed sobą mamy piękny widok na otwartą przestrzeń i drugi brzeg, za sobą mamy krzaki i łąkę.

Nasze skromne obozowisko. Koniecznie wypróbowujemy nasz nowy nabytek jakim jest moskitiera. Dzięki wszystkim najwyższym za nią, bo robactwa jest tyle, że nie wiem czy w innych okolicznościach nie wzięlibyśmy nóg za pas i nie uciekli do domu. Serio, nie pamiętam kiedy z taką chmarą miałam do czynienia. Jasne, komary od czasu do czasu zawsze można było spotkać, ale teraz to jakaś przesada. Niestety jest to spowodowane coraz mniejszą ilością ptactwa i gadów, które te muszyska zjadają.

Psy na samym początku miały zakaz wchodzenia do środka. Z obawy przed ich temperamentem i delikatną siatką decyzja była taka, że zostają na zewnątrz. Szybko jednak zweryfikowaliśmy marzenia o braku psów przy nas i wpuściliśmy je do środka. Zresztą widać jak Benio łapką odgania się od komarów. Ilość krwi na ich pyszczkach po ugryzieniach… straszny widok.

Niestety to miejsce ma jeden bardzo duży mankament. Jest strasznie ciężko znaleźć drewno na ognisko. Trzeba kombinować i strasznie się naszukać. Brak jakichkolwiek większych drzew strasznie to utrudnia. Udało nam się znaleźć zwalony pień, już dobrze spróchniały i to on miał nam posłużyć za opał. Dość daleko, żeby go przynieść, a dźwiganie takiego pieńka nie jest zbyt mądre. Strasznie to duże i trzeba by było się nachodzić, ale od czego ma się pomysłowego faceta i taki fajny samochód?

Z tego co się udało przywieść powstało całkiem zacne ognisko i mały stosik na następne noce.

Robiliście kiedyś smalec na ognisku? No to mogę wam powiedzieć, że to jest całkiem zacny pomysł. Trochę dużo z tym roboty, ale na szczęście to nie był mój pomysł, więc nie ja przy tym siedziałam. Zapachy jednak były niesamowicie smakowite. A dźwięk skwierczącego tłuszczu… wyobraźcie sobie tylko 🙂

To jest naprawdę dzikie miejsce. Na spacerku spotkaliśmy przebiegające sarenki, ale także w szuwarach pojawiła się wydra, albo kuna. Ciężko mi powiedzieć, co to tak naprawdę było.

Jedną z fajniejszych rzeczy, które można tam zaobserwować to osoby latające na paralotni i innych takich. Bardzo często podlatują i tak sobie co wieczór machamy 🙂

Najlepiej jest na wyjazdach, bo ja sobie odpoczywam, a kucharzy Piotrek. Ja tam od czasu do czasu wodę zagotuje, albo jakiś makaron wstawie, ale ogólnie zalatuje ode mnie kuchennym leniem 😛

Bardzo chętnie zdradziłabym Wam dokładną lokalizację tego miejsca, ale jest tak niedostępne, że ciężko bez odpowiedniego sprzętu tam dojechać a nie chciałabym mieć na sumieniu waszych samochodów. Oczywiście jeżeli ktoś koniecznie chce poznać lokalizację, to zawsze może do mnie napisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.